Wyścigi maluchem na placu manewrowym, trzy podejścia do egzaminu i lekcja, której udzielił ojciec. Szef OSK Lauto opowiada o swojej drodze do zawodu.
Konrad Wiśniewski, szef szkoły jazdy Lauto, odpowiada na cztery pytania kursantów: o własny kurs na kategorię B, o egzaminy w WORD-zie, o początki pracy instruktora i o założenie własnego ośrodka.
Jak wyglądał jego kurs na kategorię B?
Był rok 1995, Konrad miał 17 lat. Na kurs poszedł z dwóch powodów: żeby pomagać rodzicom w przywożeniu towaru z hurtowni do sklepu i żeby wygrać klasową rywalizację o to, kto pierwszy zdobędzie prawko. Tej drugiej nie wygrał — kolega Michał był szybszy.
Pewnego upalnego dnia instruktor zostawił go samego na placu z poleceniem ćwiczenia łuku, a sam pojechał na obiad. Konrad umówił się wcześniej z kolegami, którzy przyjechali maluchem i urządzili wyścigi między pachołkami ustawionymi co dziesięć metrów. Wygrał je, jadąc ze zbitym palcem u stopy. Gdy instruktor wrócił, zastał go spokojnie jeżdżącego po łuku.
Jak przebiegał jego egzamin w WORD-zie?
Za pierwszym razem plac poszedł świetnie — łuk, wzniesienie, cztery parkowania i zawracanie na trzy. W mieście nie ustąpił jednak pierwszeństwa autobusowi włączającemu się do ruchu i oblał.
Przed drugim podejściem ojciec powiedział mu, że ma znajomego w WORD-zie, który pomoże. Tego dnia oberwała się chmura, ściana wody ograniczyła widoczność i Konrad najechał na krawężnik przy parkowaniu równoległym. Ojciec wyjaśnił, że znajomego akurat nie było — ale przy trzecim podejściu na pewno będzie.
Za trzecim razem Konrad zdał. W drodze po odbiór prawa jazdy zapytał ojca, ile musiał zapłacić. Usłyszał: „Nic. Nie mam znajomego w WORD-zie. Chciałem tylko, żebyś się nie stresował — bo to stres jest największą przeszkodą w zdaniu egzaminu”.
Początki w roli instruktora
Konrad trafił do rozwijającego się wtedy warszawskiego OSK „Imola”. Zanim zaczął uczyć, poszedł podpatrzeć zajęcia kolegi — i przekonała go metafora zegara przy tłumaczeniu parkowania: kierownicę ustawiamy „na godzinie trzeciej”.
Żeby zacząć pracę, założył jednoosobową działalność i kupił własną elkę. Po jakimś czasie miał już cztery samochody jeżdżące pod szyldem Imoli i kilku zatrudnionych instruktorów. Jedną z kursantek, którą przygotował do egzaminu, poślubił.
Jak powstało OSK Lauto
Współpraca z Imolą skończyła się przy wymianie floty — nowe elki miały zostać kupione wyłącznie na właściciela sieci. Konrad postanowił wtedy prowadzić szkolenie na własny rachunek i tak powstało OSK Lauto, dziś działające przy ul. Ogrodowej 5 w Warszawie.
